Najlepsze komiksowe filmy. TOP 3 ekranizacji komiksów

lego batman i superman

Żyjemy w złotych czasach dla miłośników komiksów. Wydaje się, że większość hollywoodzkich superprodukcji to obecnie ekranizacje komiksów i wszystko wskazuje na to, że superbohaterowie w kolorowych trykotach i pelerynach jeszcze długo nie znudzą się kinowej widowni. Kłopot w tym, że kolejne filmy są do siebie nawzajem coraz bardziej podobne i dlatego coraz trudniej wyłowić spośród tego mrowia coś naprawdę wartego uwagi. Dlatego dla osób zagubionych w komiksowym kinie mam tu trzy najlepsze, moim zdaniem, propozycje.

1. Watchmen: Strażnicy

Ekranizacja komiksu Alana Moore’a nakręcona przez Zacka Snydera, to w moim odczuciu najwybitniejsza rzecz, jaka powstała w kręgu kina „superbohaterskiego”.

Snyder już nieraz zabierał się za ekranizacje komiksów, z lepszym („300”) lub gorszym skutkiem („Człowiek ze stali”, „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości”), ale chyba tylko w przypadku „Strażników” trafił na idealny dla siebie materiał. W innych filmach jego wizualna maestria, przestylizowane kadry i upodobanie do ujęć w zwolnionym tempie wydają się sztuką dla sztuki, tym razem jednak nie dominują nad materiałem wyjściowym, lecz dopełniają go.

Bo najważniejsza jest tu sama historia. Choć to opowieść o superbohaterach, nie będzie tu za dużo scen walk i destrukcji, które tak kochamy oglądać. W zasadzie to nawet więcej tu scen dialogowych. Bo „Strażnicy” to dekonstrukcja „superbohaterskiego” gatunku, skupiona na rozbudowanych psychologicznie postaciach (Rorschach jest kapitalny). Mroczna, brutalna i dająca do myślenia.

2. Mroczny Rycerz

Batman po tandetnych filmach Joela Schumachera wydawał się skompromitowany i skończony, przynajmniej jako bohater filmowy. I oto po latach wkroczył na scenę Christopher Nolan ze swoją własną wizją postaci Mrocznego Rycerza.

Opowieść mocniej osadzono w realistycznym świecie, a całość bardziej przypomina klasyczny film sensacyjny niż fantazyjną opowieść o herosie w pelerynie.

Cała trylogia Nolana jest jak najbardziej warta obejrzenia, ale to jej druga część, „Mroczny Rycerz”, najbardziej przekonała do siebie widzów, zdobywając nawet miano „Ojca chrzestnego” wśród komiksowych filmów. Czemu zawdzięcza ona swoją popularność? Można zaryzykować stwierdzenie, że przede wszystkim fenomenalnie poprowadzonej postaci Jokera, znakomicie zagranego przez nagrodzonego pośmiertnie Oscarem Heatha Ledgera.

Ale nie samym Jokerem „Mroczny Rycerz” stoi, bo i fabuła jest nader wymyślna, w dodatku trzyma widza cały czas na krawędzi fotela. Znakomicie oddano motywację poszczególnych bohaterów i wszelkie psychologiczne niuanse (szczególnie dobrze to wyszło u Harveya Denta). Wreszcie docenić też trzeba wysiłek całej gwiazdorskiej obsady – bo przecież oprócz Ledgera na wysokim poziomie zagrali też Christian Bale, Aaron Eckhart, Morgan Freeman czy Michael Caine.

3. Avengers

Na tle wyżej opisanych ambitnych dzieł „Avengers” wydają się zwykłą, prostą rozrywką. I – niespodzianka – właśnie takim filmem są. To nieskomplikowana historia, której największe atuty to pełne powalającego humoru interakcje między bohaterami i spektakularna rozwałka w finale.

Nie jest to mądre ani głębokie, trzeba jednak docenić to, co ten film robi dla kina czysto rozrywkowego. Rzadko się przecież zdarza, by udało się zebrać w jednym filmie całą ekipę wyrazistych superbohaterów, podzielić jakoś sensownie między nich czas ekranowy, zrobić z nich zgraną drużynę i rzucić ich w przygodę, która dostarczy widzowi aż takiej frajdy. Tym bardziej, że wcześniejsze filmy, w których poszczególni członkowie grupy Avengers występowali solo, wcale nie należały do jakichś szczególnie udanych.