Przekład dokumentacji zdrowotnej wymaga nie tylko sprawności językowej, lecz przede wszystkim zrozumienia kontekstu klinicznego. Oryginały medyczne operują skrótami stosowanymi wyłącznie w środowisku szpitalnym, zawierają opisy procedur diagnostycznych zapisane łaciną oraz angielskimi terminami przyjętymi w literaturze naukowej. Tłumacz bez przygotowania merytorycznego popełni błędy, które mogą wpłynąć na proces leczenia pacjenta za granicą lub na rozpoznanie przyczyny wypadku w postępowaniu sądowym.
Biuro tłumaczeń medycznych realizuje specjalistyczne przekłady zwykłe oraz przysięgłe na wybrane języki obce i z języków obcych na polski. Najczęściej zlecane dokumenty to:
Obok dokumentów pacjenta biura przyjmują także teksty naukowe przeznaczone do publikacji w czasopismach medycznych lub prezentacji na konferencjach międzynarodowych. Oto najczęstsze kategorie:
Zdecydowana większość zamówień dotyczy języka angielskiego oraz niemieckiego, ponieważ pacjenci najczęściej wyjeżdżają na leczenie lub konsultacje do krajów anglojęzycznych i Niemiec. Równocześnie rośnie zapotrzebowanie na przekłady w kierunku włoskim, francuskim, hiszpańskim, szwedzkim, norweskim i rosyjskim – zwłaszcza wśród osób emigrujących zarobkowo lub studiujących medycynę za granicą.
Biura oferujące przekłady medyczne różnią się pod względem procedur kontroli jakości. Część firm zatrudnia wyłącznie tłumaczy z uprawnieniami przysięgłymi, lecz bez wykształcenia medycznego, co prowadzi do powierzchownych tłumaczeń terminów specjalistycznych. Inne agencje współpracują z lekarzami, ale pomijają etap korekty filologicznej, przez co powstają teksty merytorycznie poprawne, lecz stylistycznie niespójne. Optymalna organizacja pracy łączy obie kompetencje i gwarantuje, że dokument spełni wymogi instytucji zagranicznych.
Firma tłumacząca specjalistyczne teksty medyczne powinna zatrudniać fachowców z branży – najlepiej lekarzy, farmaceutów lub osoby z pokrewnym wyższym wykształceniem okołomedycznym, takim jak biologia, fizjoterapia czy rehabilitacja medyczna. Przysięgłe tłumaczenia obejmują dokumenty charakteryzujące się ścisłym żargonem branżowym, specjalistyczną terminologią oraz skrótami znanymi przeważnie tylko lekarzom, dlatego proces dzieli się na dwa etapy.
Na tym etapie tłumaczem powinien być lekarz lub farmaceuta, który:
Lekarz tłumaczący dokument wie na przykład, że skrót „CABG” oznacza pomostowanie aortalno-wieńcowe (coronary artery bypass grafting), a „ERCP” to endoskopowa retrogradzka cholangiopankreatografia. Filolog bez doświadczenia klinicznego może przetłumaczyć takie skróty dosłownie lub pominąć je w tekście, co prowadzi do utraty informacji decydującej o dalszym postępowaniu lekarskim.
Przekład sporządzony przez lekarza trafia do filologa posiadającego uprawnienia tłumacza przysięgłego. Jego zadania obejmują:
Tłumacz przysięgły potwierdza zgodność tak sporządzonego przekładu z oryginałem w języku źródłowym. Wówczas dokument traktowany jest jako oficjalny akt aprobowany przez wszystkie urzędy, w tym policję, prokuraturę, sądy, prezydium, Zakład Ubezpieczeń Społecznych i firmy ubezpieczeniowe.
Dwuetapowa procedura pozwala uniknąć sytuacji, w której tłumacz przysięgły bez przygotowania medycznego wykonuje przekład samodzielnie. Takie podejście kończy się często literalnym przenoszeniem terminów polskich na język obcy, co skutkuje niezrozumiałym tekstem dla zagranicznego lekarza. Równocześnie lekarz bez uprawnień przysięgłych nie może uwierzytelnić dokumentu pieczęcią, a jego przekład nie będzie uznany w postępowaniu urzędowym.
Biura dbające o najwyższy standard wprowadzają jeszcze jeden krok – weryfikację przez drugiego lekarza specjalizującego się w danej dziedzinie medycyny. Jeśli oryginał dotyczy kardiochirurgii, przekład sprawdza kardiochirurg; w przypadku dokumentacji onkologicznej – onkolog. Taka weryfikacja eliminuje nawet drobne nieścisłości terminologiczne, które mogłyby wpłynąć na interpretację stanu zdrowia pacjenta.
Coraz trudniej pozyskać fachowców gotowych łączyć praktykę lekarską z wykonywaniem przekładów. Lekarze falowo wyjeżdżają na Zachód, a ci, którzy pozostali w Polsce, od pewnego czasu podejmują dobrze płatne dyżury i nie dysponują czasem na zajmowanie się tłumaczeniami, jak to było 5–10 lat temu. W zasadzie praktykujący lekarze bardzo rzadko zajmują się tłumaczeniami jako wolni strzelcy (praca dodatkowa), a jeśli w ogóle, to z doskoku – można liczyć jedynie na odległe terminy realizacji.
Lekarze, którzy przekwalifikowali się i uczynili z przekładów podstawowe zajęcie, wciąż są dostępni, choć stanowią niewielką grupę. Dzięki nim – mimo rosnących problemów kadrowych – możliwe jest wykonywanie przysięgłych tłumaczeń medycznych na najwyższym poziomie. Język angielski zna wielu lekarzy, dlatego obsadzenie zleceń anglojęzycznych nie sprawia większych trudności.
Spory problem z obsadzeniem zleceń kompetentnymi specjalistami pojawia się w zakresie języka niemieckiego i francuskiego. Lekarze biegle posługujący się tymi językami nierzadko już wyemigrowali do Niemiec, Austrii, Szwajcarii lub Francji, gdzie stawki wynagrodzeń są wielokrotnie wyższe niż w Polsce. Ci, którzy pozostali, wolą przyjmować pacjentów prywatnie lub pracować na kilku etatach w szpitalach publicznych, co pochłania cały ich czas.
W rezultacie biura tłumaczeń muszą polegać na lekarzach stażystach oraz rezydentach w trakcie specjalizacji. Grupa ta wykazuje silną motywację do doskonalenia znajomości języka obcego, ponieważ planuje karierę za granicą. Tłumaczenia traktują jako sposób na rozwijanie słownictwa medycznego oraz zdobywanie dodatkowego dochodu przed wyjazdem. Ich wiedza kliniczna jest zazwyczaj wystarczająca do poprawnego przekładu dokumentacji pacjenta, lecz brakuje im doświadczenia w tłumaczeniu skomplikowanych opisów histopatologicznych lub protokołów badań klinicznych.
Języki włoski i hiszpański również niejednokrotnie sprawiają trudności. Biura otrzymują zlecenia od pacjentów wyjeżdżających na leczenie do Włoch (zwłaszcza onkologia, kardiochirurgia) lub Hiszpanii (rehabilitacja, ortopedia). Jednocześnie liczba lekarzy władających tymi językami na poziomie umożliwiającym profesjonalny przekład jest niewielka. Włoski i hiszpański rzadko pojawiają się w programach nauczania na wydziałach lekarskich, a lekarze zainteresowani tymi kierunkami często uczą się języka prywatnie, co nie gwarantuje opanowania specjalistycznej terminologii medycznej.
W przeszłości tłumaczeniami zajmowali się lekarze specjaliści z wieloletnim stażem (5–12 lat temu), lecz te czasy raczej nie powrócą. Ich praca w zawodzie medyka jest na tyle dobrze płatna, że są rozchwytywani w klinikach, szpitalach i poradniach, a po godzinach prowadzą prywatną praktykę lekarską. Większość pracuje na kilku etatach, więc czasu na tłumaczenia im nie zostaje.
Tłumaczenia medyczne wykonywane są najczęściej przez lekarzy, którzy dopiero marzą o karierze na Zachodzie. W Polsce realizują specjalizację, natomiast prywatnie, chcąc doszlifować praktyczną znajomość języka obcego, podejmują się przekładów. Dla nich tłumaczenie dokumentacji szpitalnej stanowi formę nauki – pozwala opanować terminologię zagraniczną, z którą zetkną się podczas pracy w niemieckim, francuskim czy włoskim szpitalu.
Część młodych lekarzy łączy tłumaczenia z pracą naukową. Przygotowując własne artykuły do międzynarodowych czasopism, zyskują wprawę w redagowaniu tekstów medycznych w języku obcym. Przekłady zlecone przez pacjentów traktują jako dodatkowy trening, który przyspiesza rozwój kompetencji językowych.
Dobrze byłoby wprowadzić reformy szkolnictwa, które uwzględniłyby naukę drugiego języka obcego jako element obowiązkowy na wszystkich wydziałach lekarskich. Obecnie studenci medycyny uczą się wyłącznie angielskiego, co ogranicza ich możliwości zawodowe i utrudnia biurom tłumaczeń rekrutację specjalistów znających niemiecki, włoski, hiszpański czy francuski. Programy nauczania mogłyby zawierać moduły tłumaczeniowe, w ramach których studenci ćwiczyliby przekład dokumentacji medycznej pod okiem doświadczonych lektorów i lekarzy praktyków.
Innym rozwiązaniem byłoby stworzenie studiów podyplomowych z zakresu tłumaczeń medycznych, adresowanych do absolwentów wydziałów lekarskich oraz filologii. Taki kierunek połączyłby wiedzę kliniczną z warsztatem translatorskim i przygotowałby absolwentów do pracy w biurach specjalistycznych. Absolwenci zyskaliby nie tylko umiejętność przekładu dokumentów, lecz także znajomość procedur uwierzytelniania i wymagań stawianych przez urzędy zagraniczne.
Bez systemowych zmian niedobór specjalistów od perfekcyjnych tłumaczeń medycznych na niemiecki, włoski, hiszpański i francuski będzie się pogłębiał, a pacjenci będą zmuszeni czekać tygodniami na realizację zlecenia lub korzystać z usług tłumaczy bez odpowiedniego przygotowania merytorycznego.
brak komentarzy